Dzień #15

Dziś mogę odnotować kilka pozytywnych rzeczy na swojej liście codzienności. W końcu udało się ogarnąć nową drukarkę. Działa, jak należy, po sieci, z każdego miejsca w domu – niby drobiazg, a jednak daje satysfakcję. Takie małe techniczne zwycięstwa zawsze są mile widziane. Poza tym udało się naostrzyć łyżwy i kupić sobie nowe spodnie oraz rękawiczki na lodowisko. Te zakupy to przygotowanie na coś, co może przynieść choć chwilę ruchu, oderwania od tego, co ciąży na co dzień.

A jednak…

Zaraz po powrocie do domu wszystko to, co mogłoby być powodem do zadowolenia, zniknęło. Ogarnęło mnie zmęczenie tak nagłe, że nie miałem siły walczyć. Reszta dnia rozmyła się w śnie, który nie przyniósł ani ulgi, ani poczucia regeneracji. To zmęczenie było inne – głębokie, ciężkie, jakby przygniatające całe ciało i umysł. Przypominało mi chwile, które znam aż za dobrze, kiedy nagle wydaje się, że organizm po prostu się wyłącza.

Pojawiła się myśl, czy to nie kolejny mikro-udar. Może kolejny kamień do mojego już przeciążonego plecaka zdrowotnych problemów? Te chwile, kiedy czujesz, że twoje ciało nagle nie działa tak, jak powinno, wywołują mieszankę emocji. Z jednej strony strach – bo co, jeśli to naprawdę coś poważnego? Z drugiej, dziwna rezygnacja, jakby ciało i umysł wspólnie uznały, że już i tak niewiele się da.

Ten dzień, mimo kilku małych sukcesów, kończy się w poczuciu ciężaru. Zamiast satysfakcji z dobrze wykonanych zadań, pozostaje niepokój i zmęczenie, które nie chce odejść. Może to tylko chwilowe, a może sygnał, że coś w organizmie znów się psuje. Nie wiem, ale to nie zmienia faktu, że uczucie bezsilności pozostawia we mnie coraz głębszy ślad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *