Dziś mogę odnotować kilka pozytywnych rzeczy na swojej liście codzienności. W końcu udało się ogarnąć nową drukarkę. Działa, jak należy, po sieci, z każdego miejsca w domu – niby drobiazg, a jednak daje satysfakcję. Takie małe techniczne zwycięstwa zawsze są mile widziane. Poza tym udało się naostrzyć łyżwy i kupić sobie nowe spodnie oraz rękawiczki na lodowisko. Te zakupy to przygotowanie na coś, co może przynieść choć chwilę ruchu, oderwania od tego, co ciąży na co dzień.
A jednak…
Zaraz po powrocie do domu wszystko to, co mogłoby być powodem do zadowolenia, zniknęło. Ogarnęło mnie zmęczenie tak nagłe, że nie miałem siły walczyć. Reszta dnia rozmyła się w śnie, który nie przyniósł ani ulgi, ani poczucia regeneracji. To zmęczenie było inne – głębokie, ciężkie, jakby przygniatające całe ciało i umysł. Przypominało mi chwile, które znam aż za dobrze, kiedy nagle wydaje się, że organizm po prostu się wyłącza.
Pojawiła się myśl, czy to nie kolejny mikro-udar. Może kolejny kamień do mojego już przeciążonego plecaka zdrowotnych problemów? Te chwile, kiedy czujesz, że twoje ciało nagle nie działa tak, jak powinno, wywołują mieszankę emocji. Z jednej strony strach – bo co, jeśli to naprawdę coś poważnego? Z drugiej, dziwna rezygnacja, jakby ciało i umysł wspólnie uznały, że już i tak niewiele się da.
Ten dzień, mimo kilku małych sukcesów, kończy się w poczuciu ciężaru. Zamiast satysfakcji z dobrze wykonanych zadań, pozostaje niepokój i zmęczenie, które nie chce odejść. Może to tylko chwilowe, a może sygnał, że coś w organizmie znów się psuje. Nie wiem, ale to nie zmienia faktu, że uczucie bezsilności pozostawia we mnie coraz głębszy ślad.

Dodaj komentarz