Dziś dzień przeszedł obok mnie jak cień. Senny, niemrawy, wypełniony pustką, której nie mogłem wypełnić żadnym działaniem. Większość czasu przespałem, choć to nie był sen, który przynosi odpoczynek. To raczej ucieczka w coś, co wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem w chwili, gdy nie ma siły ani na myślenie, ani na działanie.
To uczucie, gdy budzisz się po kilku godzinach snu, a ciało wciąż odmawia posłuszeństwa, jest jak wpadnięcie w ruchome piaski. Każda próba wydobycia się, jakikolwiek wysiłek, kończy się tylko głębszym zapadaniem się w tę niemoc. Myśli stają się wolniejsze, mniej wyraźne, jakby mgła rozmywała je, zanim zdążę je uchwycić.
Dzień taki jak dziś przypomina mi, jak bardzo czas potrafi być względny. Gdy brakuje energii, godziny zdają się tracić znaczenie. Minuty przechodzą w godziny, a godziny zlewają się w bezkształtną masę czasu, który niby istnieje, ale jednocześnie nie ma w nim nic rzeczywistego.
Mam wrażenie, że to coś więcej niż zwykłe zmęczenie. To niemoc, która wypełnia całe ciało, nie pozwalając podjąć żadnego sensownego działania. Dziś nic więcej z siebie nie wykrzeszę – ta myśl powtarzała się w mojej głowie przez cały dzień, jak mantra. W końcu przestałem próbować.
Czasami takie dni po prostu są. Puste, trudne, zacierające granicę między snem a jawą, między rzeczywistością a pustką. I choć wiem, że niczego dziś nie osiągnąłem, nie mam siły nawet czuć rozczarowania.

Dodaj komentarz