Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować siebie na nowo – mrok, prawda i nadzieja

Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować siebie na nowo? Nie chodzi mi o powierzchowną zmianę fryzury, garderoby czy miejsca zamieszkania. Mam na myśli głębokie spojrzenie w lustro swojej duszy – to bolesne, nieprzyjemne, ale cholernie potrzebne zadanie. Od kilku dni nie mogę przestać czytać książki o PTSD. I mam wrażenie, że każde kolejne zdanie rozszczelnia kolejną zapomnianą komorę w mojej głowie. Jakby ktoś nagle zaczął zdzierać ze mnie warstwy kurzu, maski, które nosiłem całe życie.

Im dalej w las, tym ciemniej. Dosłownie. Każda kolejna strona to jak wchodzenie do podziemnych korytarzy mojego dzieciństwa, moich traum, moich reakcji, których wcześniej nie potrafiłem zrozumieć. Czytałem dziś fragment o mechanizmach dysocjacji, o oddzielaniu się emocji od zdarzeń. Zamarłem. Nie raz powtarzałem sobie że nie wiem co to radość czy szczęście. Zrozumiałem, że przez całe życie nie odczuwałem niektórych emocji… bo mój organizm nauczył się je wyłączać, żeby przetrwać.

I nagle zacząłem analizować sceny z przeszłości. Dziecięce spojrzenie w twarz rozwścieczonego rodzica. Ciszę po awanturze, w której słychać było tylko własne bicie serca i zgrzyt zębów. Samotność wśród ludzi. I tę cichą modlitwę, że może jutro będzie lepiej. Że może ktoś zauważy, że coś jest nie tak. Ciekawe czy jeszcze uda mi się odtworzyć te chwile takimi jakimi były naprawdę. Z całym tym ładunkiem emocjonalnym, który za tym wszystkim stał.

Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować siebie na nowo – bez masek, bez wyuczonych reakcji, bez przeszłości, która podpowiada ci, że jesteś niewystarczający, dziwny, trudny? Ja teraz stoję właśnie w tym miejscu. Rozgrzebuję fundamenty. A to, co znajduję, często budzi we mnie strach. Bo z jednej strony jestem wdzięczny, że rozumiem coraz więcej. Ale z drugiej – zaczynam zadawać sobie pytanie: kim właściwie jestem, jeśli większość mojego życia byłem tylko wynikiem traumatycznych warunków?

Dzisiaj jestem wstrząśnięty. Nie wiem, czy bardziej odkryciami z książki, czy tym, jak bardzo trafiają one w moje życie. Patrzę na własne wybory i reakcje z innej perspektywy. I zamiast wstydzić się dawnych błędów, zaczynam sobie współczuć. Nie miałem narzędzi. Nie miałem wiedzy. Byłem tylko chłopcem, który próbował jakoś przetrwać. Mężczyzną, który wchodził w relacje z sercem pełnym ran i nadzieją, że ktoś je uleczy. A przecież to nie tak działa.

Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować siebie na nowo, gdy już wiecie, że wasze emocje były przez lata zagłuszane, a decyzje podejmowane przez wyuczone schematy obronne? To jak budowanie od zera – ale najpierw trzeba zburzyć całe miasto, które wyglądało na zamieszkane, ale w środku było puste. Nie jestem jeszcze gotów powiedzieć, że wiem kim jestem. Ale jestem gotów szukać.

Z jednej strony boję się, że odkryję coś, czego nie będę w stanie udźwignąć. A z drugiej – może właśnie na końcu tej drogi czeka spokój. Może nawet coś, co kiedyś nazwę szczęściem. Może za horyzontem czai się to, czego całe życie szukałem: spójność.

Dziś nie potrafię się uśmiechać. Dziś czuję napięcie w ciele, jakby każda komórka była gotowa do obrony. Dziś mówię do siebie szeptem. Ale dziś też jestem ze sobą uczciwy. Nie zasłaniam się ironią. Nie uciekam w zadania. Po prostu siedzę ze sobą. I wiem, że ten stan, choć trudny, jest częścią procesu.

Jeśli Ty, czytelniku, kiedykolwiek poczułeś, że nie rozumiesz siebie – to wiedz, że nie jesteś sam. Może Twoja historia jest inna, może mechanizmy obronne inne, ale jedno nas łączy: potrzeba zrozumienia. A zrozumienie prowadzi do wolności.

Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować siebie na nowo? Jeśli nie, być może któregoś dnia i Ty staniesz przed tym pytaniem. I jeśli tak się stanie – nie bój się. To nie znaczy, że coś z Tobą nie tak. To znaczy, że jesteś gotowy, by wreszcie żyć naprawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *