Dziś wszystko się rozsypało

Dziś wszystko się rozsypało. I nie chodzi tylko o rzeczy codzienne, które nie wyszły, ale o ten nieuchwytny ciężar, który usiadł mi na klatce piersiowej jeszcze zanim dzień na dobre się rozpoczął. Obudziłem się z poczuciem pustki i bezsensu. Czułem, że ten dzień mnie przygniata, zanim zdążyłem powiedzieć „dzień dobry” samemu sobie.

Nie minęło nawet pół godziny, a już czułem, że coś ze mną nie gra. W głowie pojawiły się te znajome, niebezpieczne myśli, które zawsze przychodzą, gdy poziom energii spada do zera, a otoczenie zdaje się być jednym wielkim echem przeszłości. Próbowałem się z tego wyrwać, naprawdę próbowałem. Sięgnąłem po coś, co mogło mnie odciągnąć – postanowiłem zbudować wspornik dla roślin. Dla moich ulubionych groszków. Ot, taka prosta rzecz – coś, co daje rękom zajęcie i odciąga głowę. Najłatwiej było wykorzystać to co było pod ręką. Miałem starą paletę, którą chciałem rozbić na deski, ale nic z tego. Duże gwoździe nie dawały za wygraną. Materiał był zbyt twardy, a narzędzia za słabe. Wróciłem do punktu wyjścia, jeszcze bardziej sfrustrowany.

Pomyślałem – zszyję siatkę przeciw owadom. Zadanie proste, jasne, mechaniczne. Ale wtedy zorientowałem się, że nie mam nici. Znaczy gdzieś mam na pewno, tylko za żadne skarby świata nie wiem gdzie się akurat podziały. I ten jeden szczegół sprawił, że znów poczułem się bezużyteczny. Kiedy człowiek zmaga się z depresją, takie drobne rzeczy urastają do rangi życiowych katastrof. Nie chodzi o sam brak nici – chodzi o to, że cokolwiek chcę dziś zrobić, obraca się przeciwko mnie. Dziś wszystko się rozsypało.

Zrezygnowany usiadłem na kanapie z książką o traumie. Choć dopiero od niedawna mam oficjalnie zdiagnozowane PTSD, wiedziałem od dawna, że coś głęboko we mnie tkwi. Przez lata nosiłem w sobie rzeczy, których nie potrafiłem nazwać. Chciałem zgłębić temat traum i dowiedzieć się coś więcej. Chciałem wiedzieć czy to co odczuwam jest standardem, czy też raczej zlepkiem różnych zaburzeń. Pierwsze pięćdziesiąt stron tej książki dało mi więcej odpowiedzi niż kilka miesięcy, ba nawet kilkadziesiąt lat prób zrozumienia siebie na własną rękę. Pojawiły się łzy. Nie z bólu, nie z bezsilności, ale z ulgi – że ktoś to wreszcie ubrał w słowa, że nie jestem sam. Że to, co czuję, nie jest wynikiem mojej słabości, tylko przeżytej traumy. Zrozumiałem właściwie, dlaczego czasem mam problemy z odczuwaniem emocji. Dlaczego potrafię wybuchnąć z byle powodu. Dlaczego boję się siebie samego gdy poziom złości rośnie w zastraszającym tempie. To było jak otwieranie drzwi do zamkniętego od lat pomieszczenia.

Ale dzień się nie kończył. Przeglądając lokalne grupy, natknąłem się na post o bezdomnym kocie. Zdjęcie mnie poruszyło – apatyczny, wychudzony, z oczami mówiącymi więcej niż słowa. Pomyślałem, że może mogę mu pomóc. Że może ten dzień nie musi być całkowicie stracony. Wsiadłem w samochód i pojechałem w miejsce, gdzie go widziano. Spędziłem tam sporo czasu, szukając go, nawołując, wypatrując w krzakach i pod samochodami. Ale kota nie było. Albo się schował, albo po prostu poszedł dalej. Wróciłem z pustką. I tak – dziś wszystko się rozsypało.

Czasem są takie dni, w których nie jesteś w stanie niczego zbudować – ani z palet, ani z nadziei. Dni, w których nie możesz znaleźć nawet kota, którego chciałeś uratować. Dni, w których książka jest jedynym towarzyszem, który potrafi z Tobą rozmawiać. Dni, które mijają, ale nie zostawiają po sobie nic – tylko ciężar, który trzeba będzie jutro nieść dalej.

Ale mimo wszystko, właśnie dziś – kiedy wszystko się rozsypało – coś się też we mnie poruszyło. Te strony książki otworzyły nowe rozdziały w mojej głowie. Nie wiem, co dalej, ale wiem, że chcę się dowiedzieć. Może jutro uda się rozbić tę paletę. Może znajdę nici. A może kot sam do mnie przyjdzie.

Dziś wszystko się rozsypało. Ale może jutro coś uda się poskładać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *