Kiedy wszystko mnie wkurza, czuję się, jakbym był zamknięty w niewidzialnym pudełku, które coraz mocniej się zaciska. Nie mogę oddychać. Nie mogę myśleć. A każda drobnostka – najmniejsza iskra – wystarczy, żeby cały dzień stanął w ogniu frustracji. Dziś był właśnie taki dzień. Dzień, w którym wszystko, absolutnie wszystko, działało mi na nerwy.
Spalił mi się prostownik. Ot tak – po prostu przestał działać. Chciałem coś załatwić, naładować akumulator, mieć chociaż jedną rzecz pod kontrolą, ale nie – nawet to nie mogło się udać. To już kolejna rzecz w tym roku. Najpierw zepsuła, a w zasadzie spaliła się myjka ciśnieniowa. Później padł akumulator w motocyklu po zimie. I teraz to. Kolejna awaria. Kolejny powód do zgrzytania zębami. I choć wiem, że to tylko rzeczy, że można to wymienić, naprawić – dziś nie potrafię tego zaakceptować. Dziś to krople, które przepełniły czarę.
Kiedy wszystko mnie wkurza
Dodatkowo miała być burza. Taka prawdziwa, głośna, oczyszczająca. Taka, która rzuca piorunami, łamie ciszę i zmywa wszystko, co zaległe. A przyszła… taka jakaś nijaka. Przeszła bokiem, jakby świat uznał, że nie zasługuję nawet na burzę. A przecież nic mnie tak nie wycisza jak burza właśnie. Jej dźwięki. Jej moc. Ta chwilowa groźba, że świat zaraz się rozpadnie – paradoksalnie daje spokój. I nawet tego dzisiaj nie dostałem.
Kiedy wszystko mnie wkurza mam ochotę krzyczeć. Na cały świat. Na rzeczy, które się psują. Na ludzi, którzy mnie drażnią. Na siebie – bo nie potrafię tego wszystkiego przyjąć z dystansem. Mam ochotę usiąść na środku pokoju i wyć do sufitu. Krzyczeć, aż stracę głos. Bo nie mam już siły udawać, że jest okej. Bo dzisiaj nie jest mój dzień. Dzisiaj wszystko mnie wkurza.
Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie bezsilności. Bo przecież są dni, kiedy próbujesz być racjonalny. Mówisz sobie: „To tylko gorszy moment. To minie”. Ale co, jeśli żyjesz tak co dziennie i to nie mija? Co, jeśli każdego dnia kumuluje się coraz więcej tych drobnych frustracji, które w końcu cię przygniatają? Co, jeśli zamiast iść do przodu, tkwisz w miejscu, które coraz bardziej cię uwiera?
Wiem, że te emocje są naturalne. Wiem, że mam do nich prawo. Ale kiedy one się piętrzą, a jedyną ulgą staje się myśl o zniknięciu, o zamilknięciu na zawsze – to już nie jest tylko zły dzień. To jest zły stan. I trzeba go zauważyć.
Dzisiaj to wszystko mnie przygniotło. A jednak siadam, piszę ten wpis, oddycham. Bo wiem, że nie jestem sam. Bo wiem, że ktoś to przeczyta i może pomyśli: „Też tak mam. Nie tylko ja”. I to już coś. To już trochę mniej samotności w tym wszystkim.
Kiedy wszystko mnie wkurza, mam dość. Najgorsze jest to, że dzisiaj nie szukam rozwiązania. Nie mam siły nic naprawiać. Nie chcę działać. Chcę tylko poczuć, że mam prawo do tej złości. Że nie muszę być wyrozumiały, racjonalny i ułożony. Bo prawda jest taka, że nawet kiedy nic się nie wali – można mieć dzień, w którym wszystko mnie dziś wkurza. Po prostu.
To nie musi być logiczne. To nie musi mieć konkretnej przyczyny. To może być zmęczenie. Znużenie. Przebodźcowanie. Brak snu. Nawarstwione emocje. Czasem wystarczy drobny impuls, by uruchomić lawinę – a wtedy nie widać już różnicy między tym, co ma znaczenie, a tym, co tylko wkurza, właśnie dlatego, kiedy wszystko mnie wkurza mam ochotę wyć i krzyczeć na całe gardło. A Ty? Co robisz kiedy wszystko Cię już wkurza?

Dodaj komentarz