Zmuszam się. Do wszystkiego. Do wstania, ubrania się, do wyjścia z domu. Nie chcę, ale muszę. Każdy ruch to walka, każda decyzja jest jak chodzenie pod prąd rwącej rzeki. Jeśli się zatrzymam, utknę na dobre.
Każdy dzień wygląda tak samo. Nic się nie zmienia, a jeśli coś się zmienia – ja tego nie zauważam. Wszystko jest przytłumione, jakby świat stracił kolory i stał się jednym wielkim odcieniem szarości. Nie cieszy mnie nic, ale też nic nie boli. Nie ma ulgi, nie ma ukojenia – jest tylko pustka, która wciąga coraz głębiej.
Autopilot
Działam mechanicznie. Nie czuję, nie analizuję, nie przeżywam. Po prostu robię to, co wydaje się konieczne. Ruszam w trasę, ale nie wiem, jak jadę. Nie pamiętam momentu, w którym wyszedłem z domu. Nie pamiętam, czy zamknąłem drzwi. Nie wiem, czy włączyłem światła w samochodzie, czy spojrzałem na światła na skrzyżowaniu. Jadę, bo muszę.
Chwilami łapię się na tym, że patrzę przez szybę, ale nie widzę świata. Krajobraz przesuwa się za oknem, a ja nie rejestruję szczegółów. Moje ciało działa, ale umysł gdzieś odpłynął. Czy to kolejny mechanizm obronny? Psychika odcina mnie od rzeczywistości, bo nie jest w stanie przetworzyć tego, co się dzieje.
Zmęczenie nie mija.
Jest wszechogarniające. Czuję je nawet wtedy, kiedy nic nie robię. Każdy najmniejszy wysiłek, każda próba przełamania tej pustki pochłania ogromne ilości energii. Chcę odpocząć, ale odpoczynek nic nie daje. Śpię długo, ale nie budzę się wypoczęty. Leżę w ciszy, ale głowa i tak boli.
Głowa rozsadza od środka. To nie jest zwykły ból, to jest ciężar, którego nie da się zrzucić. Ciąży na mnie bardzo silna żałoba. Napięcie narasta, ale nie znajduje ujścia. Nie mogę krzyczeć, nie mogę płakać, nie mogę nic zrobić, by to minęło. Jestem zamknięty w sobie, jak w klatce bez drzwi.
Nie wiem, czy to minie. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wróci do mnie cokolwiek, co przypomina normalność. Nie pamiętam, jak to jest czuć się dobrze. Nawet smutek wydaje się teraz czymś bardziej realnym niż to, co odczuwam – albo raczej to, czego nie odczuwam.
Próbuję się wyrwać. Robię cokolwiek, żeby udawać, że funkcjonuję. Ale czy to wystarczy? Może kiedyś ta pustka zacznie się wypełniać czymś innym. Może kiedyś przestanę się czuć jak cień samego siebie.
Na razie jednak idę dalej. Nie dlatego, że chcę. Po prostu nie mam innego wyboru.

Dodaj komentarz