Nic nie robię, a czuję się tak, jakbym przebiegł maraton. Każdy ruch to wysiłek, każda myśl to ciężar. Zwykłe wstanie z łóżka wydaje się niemożliwe. Niby ciało jest gotowe do działania, ale głowa mówi: „Nie dam rady.”
Najchętniej schowałbym się pod ciepłą kołdrą i spał. Długo. Tak jak koty, które potrafią przesypiać większość dnia, nie czując przy tym wyrzutów sumienia. Ja je czuję. Bo przecież powinienem coś zrobić, powinienem działać, a tymczasem… nie robię nic.
To dziwne uczucie – jednocześnie czuję, że odpoczynek jest mi potrzebny, a z drugiej strony coś w środku mówi, że to tylko ucieczka. Uciekam przed rzeczywistością, przed obowiązkami, przed tym wszystkim, co mnie przytłacza. Może gdybym po prostu zasnął na dłużej, to obudziłbym się w lepszym stanie? Może mój umysł sam by się zresetował? Wątpię.
Zbliża się termin oddania pracy dyplomowej. Powinienem skupić się na niej, zebrać myśli, zmusić się do pisania. Ale w mojej głowie jest tylko mgła. Nie mam do tego siły, nie mam do tego głowy. Słowa, które kiedyś przychodziły naturalnie, teraz zdają się nieosiągalne. Jakbym zapomniał, jak się myśli.
To nie jest zwykłe zmęczenie. To uczucie, które wykracza poza fizyczność. Moja psychika na skraju wyczerpania wyłączyła mi wszystkie systemy, żeby się chronić. Tylko że zamiast przynieść ulgę, przynosi jeszcze większą frustrację.
Chcę się tylko schować. Zniknąć na chwilę. Odpocząć.

Dodaj komentarz