Dzień #49 Ostatnia wspólna droga

Zapadła decyzja. Jutro moja kotka odejdzie.

To dziwne uczucie – wiedzieć, że za kilkanaście godzin nie będzie jej już obok mnie. Że ostatni raz spojrzę w te pełne mądrości oczy, poczuję jej ciepłe futro i delikatne mruczenie, które zawsze przynosiło ukojenie. Wiem, że to jedyna słuszna decyzja. Widzę, jak bardzo cierpi, choć w ciszy, bez skargi. Koty tak mają – nie krzyczą, nie płaczą, nie okazują bólu, a my często oszukujemy się, że jeśli nie słychać ich cierpienia, to może go nie ma. Ale jest. Widać je w każdym jej ruchu, w każdym spojrzeniu.

Podjęliśmy też decyzję o kremacji. Nie chcę jej zostawiać. Chcę, by była blisko, w ogródku, który tak bardzo lubiła. Ale w taki sposób, bym mógł ją zabrać ze sobą, jeśli kiedyś będę musiał zmienić miejsce. To nie jest łatwe – podejmować decyzję o tym, co stanie się z ciałem istoty, która była częścią mojego życia przez tyle lat.

Jutrzejszy dzień będzie jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Pierwszy raz będę musiał sam zawieźć na śmierć kogoś, kogo kocham. To brzmi brutalnie, choć wiem, że to jedyne, co mogę dla niej zrobić. Uwolnić ją od bólu.

Ale jak uwolnić siebie? Jak poradzić sobie ze stratą kogoś, kto rozumiał mnie bez słów, kto wtulał się we mnie zawsze, gdy było mi źle? Jak zaakceptować pustkę, która zostanie, kiedy już jej nie będzie?

To nie tylko pożegnanie kota. To pożegnanie cząstki kogoś, kto był mi najbliższy. Kogoś, kogo już dawno straciłem, a kto w pewnym sensie wciąż był tu ze mną – właśnie dzięki niej. A jutro odejdzie i ta ostatnia, materialna część. Nie wiem, jak się z tego podniosę. Nie wiem, czy w ogóle chcę się podnosić.

Dziś jeszcze jest tu, obok. Dziś jeszcze mogę ją pogłaskać, powiedzieć, jak bardzo ją kocham. Jutro już nie będzie odwrotu. Jutro kolejny raz świat legnie w gruzach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *