Dzień #13

Dziś mogę dopisać na swojej symbolicznej kartce sukcesów coś więcej niż samo wyjście z domu. Dziś – polatane. To niby niewielka rzecz, a jednak stanowi kolejny krok, kolejną próbę mierzenia się z codziennością. Samo latanie wydaje się prostsze – wystarczy pilnować przepisów i schematów, trzymać się reguł, które są stałe i przewidywalne. Ale nowe miejsca, samotność, niepewność, które towarzyszą takim chwilom, to już inna historia. Każde z tych wyzwań wywołuje mieszankę emocji, od niepokoju po frustrację.

Jednak to, co dzisiaj najbardziej we mnie uderza, to nie latanie, ani nawet sukces związany z pokonaniem kolejnych barier. To mój kot. Mój wierny towarzysz, który ostatnio coraz częściej mnie unika. Wiem, co to znaczy. Wiem, że to jego sposób na radzenie sobie z bólem i słabością, które mu towarzyszą. Guz atakuje go z niesamowitą szybkością. Wiem, że lada moment zacznie uciskać okolice krtani, odbierając mu nie tylko komfort, ale i ostatnie chwile spokoju.

Myśl o tym jest jak cios. Gdy tylko o tym pomyślę, łzy same napływają do oczu. Nie potrafię ich powstrzymać, choć próbuję. To, co czuję, to rozpacz. Ogromna, przytłaczająca rozpacz, która wydaje się większa z każdą kolejną chwilą. Mój kot to nie tylko zwierzę – to przyjaciel, członek rodziny, ktoś, kto zawsze był obok, niezależnie od wszystkiego. Jak mam go pożegnać? Jak mam poradzić sobie z kolejną żałobą, która zbliża się nieubłaganie?

Myśl o rozstaniu boli tak bardzo, że czasem mam wrażenie, że serce dosłownie mi pęka. Każda sekunda spędzona z nim jest jednocześnie bezcenna i bolesna. Bezcenna, bo wiem, że tych chwil jest coraz mniej. Bolesna, bo świadomość, że to ostatnie momenty, sprawia, że każdy uśmiech, każde spojrzenie, każdy oddech mojego kota przypomina mi, że wkrótce go zabraknie.

Czy można w ogóle przygotować się na coś takiego? Czy można pogodzić się z taką stratą? W głowie kłębią się pytania, na które nie ma odpowiedzi. Czuję, że ta żałoba będzie jak poprzednie – długa, trudna, pełna momentów, w których wszystko wydaje się tracić sens. Bo jak można znaleźć sens w życiu, kiedy traci się kogoś, kto był jego częścią?

Dziś, mimo sukcesów, mimo małych kroków naprzód, czuję, że ten cień straty wisi nade mną coraz ciężej. I choć wiem, że to nieuniknione, nie jestem pewien, czy kiedykolwiek będę gotowy.