Dzisiaj nie czuję nic. Absolutnie nic.
To trochę jakby ktoś nagle odciął mi dostęp do uczuć. Jakby umysł stwierdził, że to, co się stało, było zbyt bolesne, żeby to dźwignąć, i po prostu wyciął mi wszystko – smutek, żal, złość. Nawet łzy się skończyły.
Cisza w głowie. Cisza w sercu.
Nie wiem, czy to lepsze, czy gorsze od tego, co było jeszcze wczoraj. Wtedy czułem ból, rozpacz, rozpad. A dziś? Pustkę. Taką, która nie daje ukojenia, tylko niepokój. Bo wiem, że to nie potrwa wiecznie.
Strach pomyśleć, co będzie, kiedy ta blokada pęknie. Kiedy to wszystko, co teraz zostało zamknięte, nagle wypłynie na powierzchnię jak rwąca rzeka. Może w tym przypadku dobrze, że wkrótce będzie szpital. Choć przeraża mnie to, co się stanie, kiedy otworzą tę swoistą puszkę pandory. Ile w niej rzeczy, o których nawet nie wiem?
I co się stanie później?

Dodaj komentarz