Dzień #43 Lekki powiew energii

Leki chyba zaczynają działać. To subtelna zmiana, niemal niezauważalna, ale jednak wyczuwalna. Jak delikatny podmuch wiatru, który porusza liście, choć jeszcze nie zrywa ich z gałęzi. Czuję, że mam odrobinę więcej siły, więcej chęci. Nie jest to jeszcze stan, w którym mogę powiedzieć, że wracam do pełni siebie, ale to pierwszy sygnał, że może coś się poprawia.

Dzisiaj postanowiłem wyjechać w plener i ponagrywać trochę materiału z drona. Nie miałem konkretnego scenariusza, nie planowałem precyzyjnych ujęć – chciałem po prostu polecieć, popatrzeć na świat z góry, znaleźć inspirację. W powietrzu wszystko wygląda inaczej. To, co z perspektywy ziemi wydaje się chaosem, z lotu ptaka układa się w pewien porządek, harmonię. Może dlatego tak bardzo mnie to uspokaja?

Patrząc na wykonane nagrania, scenariusz zaczął układać mi się w głowie. To jak układanie puzzli, których wcześniej nie widziałem w całości. Część kadrów już wiem, że będzie pasować idealnie, inne pewnie trzeba będzie nagrać na nowo. Ale to nieistotne – najważniejsze, że w ogóle coś zaczęło się składać. Że wróciła jakaś iskra twórcza, która przez długi czas zdawała się przygaszona.

Największym zaskoczeniem dzisiejszego dnia było to, że przez chwilę… zapomniałem. O wszystkim, co mnie trapi. O tych wszystkich ciemnych myślach, które zwykle nie dają mi spokoju. Była tylko kamera, krajobraz, lot. I to było dobre uczucie. Takie dni są rzadkością, ale kiedy się zdarzają, przypominają mi, że może jeszcze nie wszystko stracone. Może jest jeszcze szansa, że kiedyś takie momenty będą normą, a nie wyjątkiem.

Dziś dzień zleciał dość szybko i w miarę produktywnie. Może to właśnie na tym polega powrót do siebie – nie na wielkich przełomach, a na drobnych chwilach, które składają się na coś większego. Może wystarczy po prostu iść dalej, nawet jeśli droga nie zawsze jest jasna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *