Dzień #35 Pierwszy raz powiedziałem na głos, jak bardzo jest źle

Przyznałem się lekarzowi. Wypowiedziałem na głos to, co zazwyczaj zostaje w mojej głowie, między myślami, które tłoczą się i ścierają ze sobą w nieskończonej walce. Poczułem znajomy ucisk w klatce piersiowej, ten sam, który pojawia się za każdym razem, gdy mam powiedzieć coś, co może mnie obnażyć. Jakby słowa miały siłę odrywania warstw skóry, odsłaniania wszystkiego, co tak skrzętnie ukrywałem przed światem, ale przede wszystkim – przed sobą.

Nie było żadnych wielkich słów. Żadnych łamiących się głosów. Po prostu powiedziałem. Że jest źle. Że czuję się źle. Że nie wiem, co dalej. I usłyszałem w odpowiedzi coś, co niby było do przewidzenia – zmieniamy leki, zwiększamy dawki, wszystko po to, by w szpitalu nie musieć przechodzić przez to jeszcze raz. A jednak te słowa nie przyniosły ulgi. Może dlatego, że zbyt długo się na nie czekało. Może dlatego, że wcale nie chciałem słyszeć, że coś trzeba zmieniać, że to, co do tej pory było, nie wystarczało.

Przyznałem, że jest źle. Ale co to właściwie zmienia? Dalej jest tak samo – tylko z nową receptą w ręce i cichą nadzieją, że może jednak to coś da. A jeśli nie? Tego nawet nie chcę sobie teraz wyobrażać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *