Dzień #32 dzień pod kołdrą

Są takie dni jak dzisiaj, kiedy świat na zewnątrz przestaje istnieć. Nie chce się wychodzić z łóżka, nie chce się funkcjonować, nie chce się nawet myśleć. Każdy ruch wydaje się zbędnym wysiłkiem, a każdy oddech przypomina, że życie potrafi boleć na więcej sposobów, niż człowiek chciałby przyznać.

Ból psychosomatyczny to dziwna bestia. Nie ma jednej formy, nie ma konkretnego źródła, a jednak potrafi rozrywać człowieka od środka. Nie do wytrzymania, a jednocześnie nie do wyjaśnienia. Nie ma na niego opatrunku, nie działa przeciwbólowy, nie da się go po prostu przeczekać. Więc leży się pod kołdrą, jakby jej ciężar mógł choć trochę osłonić przed rzeczywistością.

Kot też przeleżał większość dnia obok mnie. Może instynktownie czuł, że dziś nie jest czas na nic więcej. Może po prostu podzielał moje zmęczenie. Albo może to ja podświadomie szukałem w nim tego, czego sam sobie dać nie mogę – cichego towarzystwa, które niczego nie wymaga, nie zadaje pytań i po prostu jest.