Złapałem oddech. Po dwóch dniach nieustannego napięcia, setkach czarnych scenariuszy i nieprzyjemnym ucisku w żołądku – okazało się, że cała sprawa z policją to totalna błahostka. Coś, czym w ogóle nie powinienem się przejmować. Gdyby ktoś mi to powiedział wcześniej, uniknąłbym dwóch dni paranoi i nerwowego oczekiwania. Ale przecież tak to działa – stres zawsze wydaje się większy niż powód, który go wywołał.
Ulga przyszła, ale organizm już zdążył ponieść konsekwencje. Cała ta kumulacja napięcia, to dwudniowe trzymanie się na wysokich obrotach, kosztowało mnie więcej energii, niż byłem w stanie znieść. Zasnęło mi się samo. Cała noc, potem prawie cały dzień po powrocie. Jakby ciało samo powiedziało „dosyć” i odcięło zasilanie.
Stres, który zostaje
Tyle że stres nie znika ot tak. Może ten konkretny powód już się rozmył, ale mechanizmy, które go podsycały, nadal działają. I odbijają się na wszystkim – nawet na jedzeniu. Złapałem się na tym, że od dłuższego czasu zajadam stres. Nie chodzi nawet o to, że jestem głodny. To raczej reakcja obronna organizmu – dostarcz sobie kalorii, bo idzie zagrożenie. Problem w tym, że są to kalorie zupełnie bezwartościowe. Śmieciowe jedzenie, słodkie przekąski, wszystko, co można szybko wrzucić do żołądka, żeby choć na chwilę poczuć namiastkę komfortu.
Wiem, że powinienem coś z tym zrobić. Wiem, że dieta to nie tylko kwestia zdrowia fizycznego, ale też psychiki, wytrzymałości, energii. Sport tego nie nadrobi, jeśli będę faszerował się pustymi kaloriami. Zdecydowanie czas na zmiany w tym zakresie.
Czekanie na marzec
Do szpitala coraz bliżej. Teoretycznie to już tylko miesiąc, ale w praktyce – to aż miesiąc. Czas, który muszę jakoś przetrwać, w zawieszeniu między codziennością a tym, co czeka mnie na oddziale. Niby to decyzja, którą podjąłem świadomie, ale im bliżej, tym więcej wątpliwości. I jeszcze studia. Co z pracą, czy będę w stanie ją skończyć? Czy znajdę w sobie na tyle sił, by pociągnąć to dalej, czy też mój mózg powie „stop” i odpuści?
Marzec nadchodzi. Ale zanim przyjdzie, jest jeszcze ten trudny miesiąc do przeżycia.

Dodaj komentarz