Dzień #28 Cisza przed burzą?

Wzrok mojego kota mówi wszystko. Nie potrzeba słów, nie potrzeba diagnoz – wystarczy jedno spojrzenie, by wiedzieć, że ma już dość. Choroba zabiera jej siły z każdym oddechem, każda próba przełknięcia jedzenia czy wody staje się wyzwaniem. Widzę jej zmęczenie, widzę jej ból.

I widzę też siebie – człowieka, który nie ma sumienia podjąć decyzji, która uwolniłaby ją od tego cierpienia. Dlaczego? Przecież wiem, że tak byłoby lepiej. Że nie musiałaby już walczyć o każdy kolejny dzień, w którym nie ma nic poza bólem. A jednak tkwię w tym zawieszeniu, w irracjonalnej nadziei, że może jeszcze nie teraz, może jeszcze chwila, może jeszcze jakiś cud.

Czasem wydaje mi się, że to nie ona trzyma się życia, tylko ja trzymam ją przy nim, bo nie umiem się z nią pożegnać.

Cisza przed odpowiedzią

Czy ja wczoraj nie pisałem, że dzisiaj cokolwiek się wyjaśni? Że w końcu dowiem się, o co chodzi z tym wezwaniem? A guzik. Pan policjant nagle zniknął. Nie odbiera telefonu, jakby nagle pochłonęła go jakaś inna rzeczywistość. Cisza. Ta sama, która wwierca się w głowę i zostawia tylko pytania bez odpowiedzi.

To czekanie, ten stan pomiędzy niewiedzą a strachem, jest nie do zniesienia. Gdybym wiedział, nawet najgorszą rzecz, miałbym już punkt zaczepienia, coś, z czym można się zmierzyć. A tak? Myśli galopują we wszystkie strony, tworząc scenariusze, z których żaden nie przynosi ulgi.

Jutro przesłuchanie. Jutro coś się powinno wyjaśnić. Tyle że dziś to jutro wydaje się jeszcze bardziej odległe niż wczoraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *