Dzień #22

Dzisiaj przeszłość postanowiła uderzyć z pełną siłą, jakby specjalnie czekała na moment, kiedy jestem najsłabszy. Rozkopanie wspomnień, o których chciałbym zapomnieć, wróciły wraz z emocjami, wyrywając mnie z jakiejkolwiek namiastki spokoju. Czułem, jak przechodzą przeze mnie, każde z nich niczym fala, która kolejny raz przewraca człowieka próbującego utrzymać się na powierzchni. Nie dają chwili wytchnienia, jedynie coraz bardziej wbijają w ziemię.

To nie był łatwy dzień. Przeczołgało mnie to wszystko do granic wytrzymałości. Jakby ktoś otworzył stary, dawno zakopany kufer pełen emocji, bólu, żalu i poczucia niesprawiedliwości. Nic nie przygotowuje na taki powrót. Nawet jeśli człowiek myśli, że nauczył się radzić z tym, co było, te chwile przypominają, że nie ma na to odporności.

Jestem zmęczony. Tak bardzo zmęczony, że mam ochotę po prostu zasnąć. Zwinąć się w kłębek i pozwolić, by sen na chwilę zabrał mnie w miejsce, gdzie nie ma bólu, gdzie myśli milkną, a ciało w końcu może się rozluźnić. Ale wiem, że ból nie da mi tak łatwo tej ulgi. Czuję go w każdej części ciała, fizyczny, emocjonalny, tak wymieszane, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.

Nie mam siły nawet na te proste rzeczy, które zazwyczaj odciągają uwagę od zmartwień. Netflix? Nawet nie chcę patrzeć w stronę ekranu. Wszystko wydaje się zbędne, nieważne, jakby świat poza mną przestał istnieć. Tylko ja i ten ciężar, którego nie mogę z siebie zrzucić.

Nie wiem, ile jeszcze takich dni przede mną. Nie wiem, jak długo będę musiał to dźwigać. Ale dziś? Dziś jestem po prostu zmęczony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *