Dzień #12

Spokój ducha to dziwne zjawisko. Zawsze przychodzi – czasem po cichu, czasem w sposób, którego się nie spodziewasz. Prędzej czy później, niezależnie od tego, jak bardzo człowiek jest przybity, dociera ta chwila, w której wszystko na moment się uspokaja. Może nie jest to prawdziwy spokój, ale coś, co organizm oferuje, by dać chwilę wytchnienia.

Dzisiejszy dzień przyniósł właśnie taki moment. Może to nie spokój w pełnym tego słowa znaczeniu, a raczej odcięcie – jakby ktoś wyłączył dostęp do złych emocji. Smutek, pustka, gniew – to wszystko na chwilę ucichło, jakby mózg powiedział: „Dość, teraz czas na ciszę.” Można to nazwać reakcją obronną organizmu, jego sposobem na przetrwanie, by nie oszaleć od ciągłego bombardowania negatywnymi uczuciami.

I właśnie ten stan, jakkolwiek tymczasowy, dał mi dzisiaj siłę, by wyjść na spacer. Niby zwykła rzecz, ale w takich momentach wydaje się czymś monumentalnym. Każdy krok był wyzwaniem, zwłaszcza że noga po wczorajszym lodowisku wciąż bolała. W normalnych okolicznościach pewnie bym się poddał, uznając, że nie warto, że ból jest wystarczającym powodem, by zostać w domu. Ale dziś było inaczej.

To uczucie, że mogę wstać, ubrać się i wyjść – mimo wszystko – jest jak małe zwycięstwo. W takich chwilach spacer nie jest tylko ruchem. Jest czymś więcej. Każdy krok to potwierdzenie, że mimo tego, co dzieje się w głowie, ciało wciąż działa. Że mogę iść naprzód, choćby tylko fizycznie, nawet jeśli psychicznie czuję się jakbym stał w miejscu.

Czy ten „spokój” coś zmienia? Trudno powiedzieć. Może jest jak plaster na głęboką ranę – nie leczy, ale pozwala przetrwać chwilę. Może to tylko cisza przed kolejną burzą. Ale bez względu na to, jak długo potrwa, dzisiejszy spacer był możliwy tylko dzięki tej krótkiej chwili oddechu, tej iluzji spokoju.

Czuję, że jutro może być inaczej. Być może burza wróci, znów przykrywając wszystko ciemnością. Ale dziś, przez tę krótką chwilę, mogłem poczuć, że istnieje coś poza bólem, poza przygnębieniem. I choć wiem, że to stan przejściowy, jestem wdzięczny za te kilka godzin wytchnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *