Dzień #46 powrót do Alma Mater

Cały dzień spędzony na lodowisku. Od rana aż do późnych godzin wieczornych. Niby tylko obserwator, a jednak czułem, jakbym znów był częścią tego świata. Treningi, zawody, emocje wypisane na twarzach zawodników – wszystko to przypomniało mi, ile radości kiedyś dawał mi ten sport.

Rywalizacja na tafli miała w sobie coś hipnotyzującego. Każdy ruch, każde obroty, każdy skok to wynik tysięcy godzin ciężkiej pracy, poświęcenia i wyrzeczeń. Patrząc na zawodników z różnych krajów, czułem podziw, ale jednocześnie… coś jeszcze. To specyficzne uczucie, które pojawia się, gdy obserwujesz coś, co było kiedyś tak bliskie, a teraz istnieje już tylko w twoich wspomnieniach.

Zimno przenikało mnie do szpiku kości, ale to wcale nie przeszkadzało. Była w tym jakaś dziwna satysfakcja, może nawet ukojenie. Lodowisko zawsze miało dla mnie symboliczne znaczenie – było miejscem, gdzie mogłem oderwać się od rzeczywistości, gdzie liczyło się tylko ciało, technika, balans. To było coś więcej niż sport, to była ucieczka, a czasem nawet terapia.

Dzisiaj byłem tylko widzem. Ale mimo to czułem, że na chwilę wracam do tamtych dni, kiedy sam stawałem na tafli, kiedy to miejsce było moim drugim domem. Może nigdy nie wrócę do tego w pełni, może moje miejsce na lodzie wygląda już inaczej niż kiedyś. Ale jedno jest pewne – lód zawsze będzie częścią mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *