Dzień #37 Zmęczenie, które nie mija

To jeden z tych dni, kiedy ciało i umysł odmawiają współpracy. Kiedy każda myśl jest cięższa niż zwykle, a każda najprostsza czynność wydaje się wymagać nadludzkiego wysiłku. Odpoczynek? Tak, ale nie taki, który faktycznie przynosi ulgę. To bardziej dryfowanie w pustce, w której nie ma ani energii, ani motywacji.

Długo zastanawiałem się, czy w ogóle wyjść na trening. Myśl o tym, by się poddać, pojawiała się raz za razem – jak szept w głowie, który mówił, że przecież to nie ma sensu, że i tak nic się nie zmieni. A jednak coś kazało mi wstać, założyć buty i po prostu wyjść. Może siła nawyku, może desperacja, a może po prostu ta resztka wewnętrznego buntu, która nie pozwala mi całkiem się zatracić.

Trening nie był łatwy. Każdy ruch wymagał więcej siły niż zwykle, a każda sekunda zdawała się dłużyć w nieskończoność. Ale to właśnie wtedy, kiedy ciało jest na granicy wytrzymałości, umysł zaczyna się oczyszczać. Choćby na chwilę. Choćby tylko po to, by poczuć coś innego niż przytłaczające zmęczenie.

Dziś nie było miejsca na wielkie osiągnięcia, ambitne plany czy przełomowe decyzje. Był tylko odpoczynek – może nie w pełni skuteczny, ale jedyny, jaki byłem w stanie sobie dać. I był trening, który udało się zrobić mimo wszystko. A to już coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *