Dziś dzień wydawał się jakby jaśniejszy, lżejszy. Po tych ciężkich momentach, kiedy każda minuta ciąży jak tona, nagle coś drgnęło. Może to ten odpoczynek, na który w końcu sobie pozwoliłem? Może to możliwość połączenia chwili wytchnienia z moim hobby – modelarstwem. Uwielbiam ten stan, kiedy w skupieniu pracuję nad czymś drobnym, precyzyjnym, co w moich rękach powoli nabiera kształtu.
Ostatnio całe moje siły wkładam w domek na makietę. Ma stanąć vis-a-vis cmentarza. Ta symbolika – cmentarz i domek – niby zwyczajna sceneria, a jednak w mojej głowie ma głębsze znaczenie. Z jednej strony miejsce spoczynku, z drugiej – życie, ciepło, codzienność. Trochę jak dwa światy, które czasem zdają się przenikać w moim umyśle.
Była też chwila na rzeczy bardziej przyziemne. Ozdoby świąteczne z obu choinek powędrowały na strych. To moment zamknięcia pewnego etapu – świąt, które w tym roku minęły jakby szybciej, ciszej. Porządkowanie ma jednak w sobie coś oczyszczającego, jakby każda schowana bombka symbolizowała krok ku nowemu.
A potem przyszedł czas na przygotowania do jutrzejszego treningu. Rozciągałem nowe buty łyżwiarskie, przyzwyczajałem się do ich sztywności i wagi. Ciekawość miesza się z ekscytacją – jak to będzie jutro? Nowe buty, nowe płozy, a ja znowu na lodowisku, gotowy na kolejne kroki, choć czasem jeszcze chwiejne.
Ten dzień nie był idealny, ale był inny. Było w nim coś, co dało mi chwilową ulgę. Nie tylko w ciele, ale i w głowie. Te drobne rzeczy – modelarstwo, przygotowania, nawet chowanie ozdób – składają się na małe punkty, które sprawiają, że dziś mogę powiedzieć, że było odrobinę lepiej.
