Dzień #3

Czekanie na przelew – niby nic nadzwyczajnego, ale w mojej głowie to jak odliczanie do czegoś nieuchronnego. Powinien być, w zasadzie musi być, ale do momentu, kiedy zobaczę te liczby na koncie, wszystko w środku krzyczy: „A co, jeśli nie?”. Napięcie rośnie z każdą godziną, każdą minutą. Nie jest to zwykłe wyczekiwanie, ale emocjonalna tortura.

Wszystko wydaje się zawieszone w próżni. Rachunki czekają, terminy nieubłaganie się zbliżają, a ja tkwię w miejscu, rozdarty między tym, co wiem, a tym, czego nie mogę kontrolować. To poczucie braku kontroli jest chyba najgorsze – jakby życie było zależne od jednej, małej transakcji.

Zaczynam myśleć o tym, co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak. Może to tylko chwilowe opóźnienie, może system nie zadziała. Może jednak zabraknie tych pieniędzy, które są kluczowe, żeby w ogóle przetrwać kolejny miesiąc. Ta niepewność drąży jak kropla spadająca na skałę – powoli, ale nieustępliwie.

Każde powiadomienie w telefonie powoduje przyspieszenie bicia serca. Czy to to? Czy w końcu mogę odetchnąć? Ale nie – to tylko reklama albo coś kompletnie nieistotnego. I znów to samo uczucie – rozczarowanie, połączone z frustracją. Każdy dźwięk telefonu przypomina mi, jak bardzo jestem zależny od tego jednego przelewu.

Trzymajcie kciuki – piszę to, ale nie wiem, czy kciuki cokolwiek zmienią. W tym momencie wydaje się, że wszystko wisi na włosku, a ja nie mam żadnej mocy, by wpłynąć na to, co się stanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *